Bł. Abp Fulton Sheen kontra homo-kardynał
Witam wszystkich w 29 Niedzielę Roku Liturgicznego,
w naszym 228 Programie „Oko na niedzielę”,
czyli „Chrześcijaństwo dla dorosłych”.
(Niedziela 18.10.2026. Rok A: Iz 45, 1.4-6; 1 Tes 1, 1-5b; Mt 22, 15-21)
Dzisiaj Pan Jezus mówi do nas:
„Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga.”
(Mt 22,21)
To jest także przypomnienie o regułach moralnych, które musimy zachowywać. Bo etyka jest jak matematyka człowieczeństwa. Bo etyka wyrasta z samej natury człowieczeństwa, jak matematyka wyrasta z samej natury Kosmosu. Dlatego im lepiej zachowujemy zasady etyki, tym bardzie udani, tym lepsi, tym świętsi jesteśmy jako ludzie.
A takim szczególnie udanym, dobry i świętym człowiekiem jest na pewno arcybiskup Fulton Sheen ze Stanów Zjednoczonych. Beatyfikowany niecały miesiąc temu, jest jednym z największych święty naszych czasów. Bo tak dobrze zachowywał etykę, czyli respektował własną naturę.
A zarazem jest tak bardzo znaczące i pouczające, że właśnie dlatego popadł w ostry konflikt ze swoim przełożonym kardynałem Franciszkiem Spellmanem z Nowego Jorku. I to pomimo, że w Kościele tak ceni się posłuszeństwo. Dlaczego święty Fulton był tu zdecydowanie nieposłuszny?
W sporze między nimi chodziło o kwotę 1 miliona dolarów, jakie stanowiły odpowiednik dzisiejszych 12 milionów dolarów, czyli około 50 milionów złotych. W 1957 roku rząd Stanów Zjednoczonych przekazał Archidiecezji Nowego Jorku darmowe zapasy mleka w proszku przeznaczone na misje, dla najuboższych na świecie. Za dystrybucję darów był odpowiedzialny biskup Fulton Sheen, wtedy biskup pomocniczy w tym mieście. Jednak Kardynał Spellman zażądał od Sheena, aby misjonarze zapłacili Archidiecezji równowartość rynkową przekazanego mleka (czyli właśnie dzisiejsze 50 milionów złotych), mimo, że sama otrzymała je od rządu zupełnie za darmo. Biskup Sheen jednak nie dopuścił do takiego obrabowania misji. Spór ostatecznie trafił przed oblicze papieża Piusa XII. Był on kolegą Spellmana jeszcze z czasów studiów i dlatego był mu szczególnie życzliwy. Jednak po zapoznaniu się ze sprawą, papież w Rzymie w obecności obu duchownych przyznał rację Sheenowi i poparł jego święte nieposłuszeństwo.
Wywołało to ogromną wściekłość kardynała Spellmana. Od razu zapowiedział swoją wielką zemstę. Bardzo szybko doprowadził do zakończenia ewangelizacyjnych programów Fultona, które miały największą oglądalność w USA, około 30 milionów widzów. Następnie ze światowej metropolii wysłał go do małej i odległej diecezji Rochester, na same obrzeże USA.
Jak widać, ksiądz kardynał dopuścił się tutaj szeregu ciężkich niegodziwości.
1. Dał się całkowicie zdominować swojej pysze oraz mściwości.
2. Sam był bardzo nieposłuszny, negował wyraźną diecezję papieża, ale skoro jemu nic nie mógł zrobić, do maksymalnie szkodził Fultonowi. On cierpiał niejako w zastępstwie Piusa XII.
3. Świadomie łamał jasną umowę z rządem Stanów Zjednoczonych oraz inne podstawowe zasady etyczne i prawne.
4. Usiłował okraść na dzisiejsze 50 milionów złotych tysiące najbiedniejszych, głodujących dzieci na terenach misyjnych. I to pomimo, że Archidiecezja Nowego Jorku należy do najbogatszych na całym świecie, żyjących w największym luksusie. Był jak multimilioner, który jeszcze usiłuje ograbić umierających z głodu. Zachowywał się zatem jak bezwzględny bandyta i za to właśnie surowo upomniał go papież.
5. Jego olbrzymią winą było ponadto to, że postępował właściwie jak Antychryst, jak Szatan. Zniszczył wspaniałe dzieło ewangelizacyjne, które jeszcze tak mogło pomóc milionom ludzi. W następnych latach programy Fultona mogły mieć w sumie wielomiliardową widownię, jednak dla Spellmana ważniejsze było nasycenie jego zranionej, szatańskiej zarozumiałości. Swoją pychę postawił ponad Chrystusa, ponad zbawienie setek milionów ludzi. Jak demon.
6. Wszystko to czynił regularnie uprawiając z przygodnymi mężczyznami seks homoseksualny, czyli żyjąc niemal permanentnie w grzechach śmiertelnych. Nadużywał przy tym swojej władzy. W tym stanie kierował diecezją, mówił kazania i sprawował sakramenty. Jak wielki obłudnik i faryzeusz. Jak wielkie przeciwieństwo tego, kim powinien być.
7. Jego wina była tym większa, że był najważniejszym, najbardziej wpływowym kardynałem USA. Nazywany był „papieżem Ameryki”. Miał też największy wpływ na nominacje nowych biskupów. I tak niezwykle ciężko szkodził Kościołowi.
Dlatego też Fulton Sheen miał nie tylko pełne prawo, ale też pełny obowiązek sprzeciwić się temu nakazowi wielkiego złodziejstwa, wielkiego rabunku. Dlaczego jednak Spellman zachowywał się aż tak niegodziwie? Także dlatego, że już od dawna zaiste był wielkim niegodziwcem. Był kardynałem, a zarazem krypto-gejem. Za jego życia i po śmierci ukazały się już liczne relacje i publikacje biograficzne wykazujące, że prowadził podwójne życie. Był aktywnym homoseksualistą wykorzystującym swoją biskupią pozycję do wykorzystywania młodych mężczyzn. O molestowanie oskarżył go nawet jeden z kadetów Akademii West Point. Spellman w swoich kreacjach biskupich szczególnie starał się o to, żeby dany ksiądz też był gejem albo przynajmniej był gejom całkowicie poddany. Także dlatego dzisiaj większość Episkopatu USA to duchowni o skłonnościach homoseksualnych, co zresztą dobrze po nich widać i dobrze słychać. Spellman wspierał też księdza Teodora McCarricka, który podobnie, jak on, miał później stać się najważniejszym kardynałem Ameryki. I zarazem najbardziej znanym gwałcicielem chłopców, gwałcicielem kleryków i księży.
Tak jeden homoseksualny kardynalski potwór wypromował drugiego kardynalskiego homoseksualnego potwora. Właśnie tak członkowie lawendowej mafii się nawzajem awansują. Tak dla nasycenia swoich żądz niszczą innych i cały Kościół.
Rzeczywiście konsekwentnie niszczą każdego, kto ośmieli im się sprzeciwić choćby jednym zadaniem. Choćby był świętym biskupem Fultonem Sheenem. Nawet po jego śmierci długo usiłowali zablokować jego beatyfikację. Ta historia wiele nam też tłumaczy z Kościoła. Nieraz jesteśmy tak zdziwieni, że całe Episkopaty są aż takie słabe, tak łatwo poddają się szantażowi Świata, tak szybko zdradzają Chrystusa. Nieraz jesteśmy tak zszokowani, że nawet biskup czy kardynał może się zachowywać aż tak niegodziwie, może wygadywać aż takie brednie i jako ich uzasadnienie podawać absurdy jeszcze większe. Może być przy tym tak pewny siebie, ta bezczelny, tak arogancki, jakby fioletowa czy czerwona sutanna czyniły go „małym bogiem”. Przyczyna może leżeć w tym, że został mianowany szczególnie za swoje skłonności lub poddanie, nie za kompetencje. Właśnie dlatego może być aż tak mierny lub aż tak niegodziwy. A ponieważ takich jest wielu, tak niezwykle trudno dzisiaj o biskupów formatu Wojtyły, Wyszyńskiego, Ratzingera i Sheena. Bo tacy nie kłaniają się lawendowej mafii, która ma tak wielkie wpływy w Kościele. Dlatego też teraz nigdy nie zostają biskupami.
O takich homoseksualnych dynastiach można byle wiele opowiadać, także w niektórych diecezjach polskich. W razie potrzeby, choćby dla samoobrony. Ja i moi przyjaciele księża oraz agenci tajnych służb niemało o tym wiedzą. Skoro mamy tyle informacji choćby o dalekim Nowym Jorku, to tym bardziej o miejscach nam o wiele bliższych.
Tak, biskupi będący w istocie niewolnikami swoich żądz homoseksualnych, jak kardynałowie Spellman i McCarrick, czy nasz kardynał Gulbinowicz i arcybiskup Paetz, są zdolni do strasznych rzeczy i czynią rzeczy straszne. I mówią rzeczy straszne. W twarz potrafią się sprzeciwiać samemu Chrystusowi, samemu Bogu. Depczą przy tym Ewangelię, depczą autentyczne nauczanie Kościoła. Ale już za ich życia, a tym bardziej po ich śmierci wychodzi na jaw coraz więcej informacji o bezmiarze ich niegodziwości. A cóż dopiero będzie na Sądzie? Z grobów świętych nieraz unosi się zapach kwiatów. A z ich grobów jakby coraz bardziej unosił się zapach wprost przeciwny. I coraz bardziej intensywny. Im więcej czasu upływa, tym więcej złych rzeczy o nich się dowiadujemy.
Ale im za żadną cenę się nie poddawajmy. Nawet jeśliby molestował nas taki biskup czy kardynał, mamy pełne prawo w samoobronie użyć siły fizycznej. Ich się nie bójmy, ich nie słuchajmy, to są najgorsi Judasze, a Judasz też był u samego szczytu Kościoła.
Nie ulegajmy też zniechęceniu. Niegodziwcy oraz zdrajcy są i świecie i w Kościele. Zawsze byli i zawsze będą. Słuchajmy za to wielkich, świętych biskupów. Jak Jan Paweł II, jak Benedykt XVI, jak kardynał Wyszyński, jak Fulton Sheen, im ufajmy, nie ich przeciwieństwom. Ich nie jest tak trudno ich rozpoznać. Nieraz widać to już po jasności ich twarzy i po jasności, po spójności, po logiczności ich wypowiedzi. Przede wszystkim po ich zgodności z Chrystusem.
Natomiast ich przeciwieństwa w rodzaju kardynałów Spellman, McCarricka czy Gulbinowicza mają nieraz inne twarze i tak inne słowa. Bo jeżeli prowadzi się podwójne życie, to trzeba się wiele nakłamać, wiele namotać, wyprodukować wiele bełkotu, aby to ukrywać. Musi się też wiele zaprzeczać samemu Chrystusowi.
Ale z czasem sprawy stają się coraz bardziej jasne, coraz bardziej oczywiste.
Prawda coraz bardziej wychodzi na jaw, jak archeologiczne skorupy i kości wychodzą z ziemi. Nieraz jako dowody świętości, a nieraz jako dowody zbrodni.
Tym bardziej idźmy drogą biskupa Fultona Sheena, a nie kardynała Franciszka Spellmana.
Choćby nas za to nie wiadomo jak prześladowali.
Lepiej „przegrać” z Chrystusem, niż „wygrać” z Judaszem.
Stokrotnie lepiej.
Amen.
Ks. dr hab. Dariusz Oko, prof. UPJP2
Kierownik Katedry Filozofii Kultury
Wydziału Filozoficznego UPJP2
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X