Fala alarmów bombowych nad Europą
Kolejna fala alarmów bombowych zakłóciła w czwartek ruch lotniczy w Europie. Kilkanaście samolotów pasażerskich otrzymało groźby, a część maszyn musiała zmienić trasę i lądować na innych lotniskach, niekiedy w asyście wojskowych myśliwców. Szef unijnego resortu transportu przestrzega jednak przed wyciąganiem pochopnych wniosków na temat ewentualnego związku między incydentami.
W czwartek 5 listopada europejski ruch lotniczy ponownie został zakłócony przez serię gróźb bombowych i alarmów bezpieczeństwa. Według dostępnych informacji zgłoszono co najmniej 15 takich incydentów. To kolejny taki przypadek w tym tygodniu. We wtorek podobne groźby dotyczyły co najmniej siedmiu lotów.
W związku z zagrożeniami część samolotów została przekierowana na inne lotniska, a niektóre maszyny eskortowały wojskowe myśliwce. W kilku krajach służby przeprowadziły kontrole bezpieczeństwa. Jak dotąd nie znaleziono jednak materiałów wybuchowych.
Samolot z Dublina do Rzymu skierowany do francuskiej bazy wojskowej
Jednym z pierwszych ujawnionych incydentów była groźba dotycząca samolotu Airbus A320 linii Aer Lingus, który wykonywał rejs z Dublina do Rzymu.
Maszyna, znajdująca się wówczas w przestrzeni powietrznej Francji, nagle zmieniła kurs i została skierowana na wojskowe lotnisko Évreux-Fauville, położone na zachód od Paryża.
Francuskie siły powietrzne poderwały myśliwce, które przechwyciły i eskortowały samolot do miejsca lądowania. Kancelaria premiera Sébastiena Lecornu potwierdziła, że maszyna bezpiecznie dotarła na lotnisko.
Francuskie władze poinformowały, że sytuacja była monitorowana w czasie rzeczywistym, zgodnie z obowiązującymi procedurami bezpieczeństwa.
Alarmy w wielu krajach. Zagrożone samoloty lądowały w asyście wojska
Groźby dotyczyły również kolejnych połączeń realizowanych przez europejskie linie lotnicze.
Wśród zgłoszonych incydentów znalazły się:
- lot Aegean Airlines z Salonik do Mediolanu, który bezpiecznie wylądował we Włoszech;
- rejs Ryanaira z Porto do Mediolanu;
- samolot Finnair lecący z Helsinek do Rzymu, który lądował w asyście włoskich myśliwców;
- lot Wizz Air z Mediolanu do Bukaresztu;
- rejs Wizz Air z Mediolanu do Warszawy, przekierowany do Wiednia;
- samolot LOT-u lecący z Warszawy do Brukseli;
- trzy samoloty Ryanaira lecące do Sofii z Kopenhagi, Madrytu i Londynu.
W Czechach policja poinformowała o groźbach dotyczących czterech samolotów zmierzających do Pragi. Przeprowadzone kontrole nie wykazały obecności materiałów wybuchowych.
Niebezpieczne sygnały dotarły również do Bułgarii. Tamtejsze siły powietrzne poderwały myśliwce MiG-29, aby przechwycić i eskortować trzy samoloty Ryanaira.
Dwie maszyny, lecące z Kopenhagi i Madrytu, wylądowały w Sofii. Trzeci samolot, który wystartował z Londynu, został skierowany do Płowdiwu.
Groźby podpisane przez „Wojowników Państwa Męskiego”
Niepokojące informacje napłynęły również z Włoch. Władze rzymskich lotnisk poinformowały o fałszywym alarmie dotyczącym dwóch samolotów, które miały przylecieć do stolicy kraju.
Groźby zostały przesłane pocztą elektroniczną. Wiadomość miała być podpisana przez przedstawicieli samozwańczej grupy określającej się mianem „Wojowników Państwa Męskiego” (ang. Male State Fighters).
Autorzy wiadomości deklarowali wrogość wobec tak zwanego „reżimu feministycznego” i grozili przeprowadzeniem eksplozji. Informacje te, początkowo podawane przez włoskie media, potwierdziła BBC w rozmowie z operatorem rzymskich portów lotniczych Aeroporti di Roma.
Na tym etapie nie ma jednak potwierdzenia, że grupa rzeczywiście stoi za pozostałymi alarmami zgłaszanymi w Europie.
Ekspert: To może być sposób na tanie zakłócanie transportu
O możliwych przyczynach serii incydentów mówił w rozmowie z BBC Verify Marco Chan, wykładowca operacji lotniczych na Kingston University i były pilot Cathay Pacific.
Jego zdaniem groźby z tego tygodnia najprawdopodobniej okażą się fałszywe. Nie oznacza to jednak, że służby mogą je lekceważyć. Każde zgłoszenie musi być traktowane poważnie, ponieważ zignorowanie rzeczywistego zagrożenia mogłoby mieć katastrofalne konsekwencje.
Ekspert zwrócił uwagę, że podobne działania mogą stanowić stosunkowo tani sposób na wywoływanie poważnych zakłóceń w transporcie lotniczym. Koszty dla osoby wysyłającej anonimową wiadomość są niewielkie, natomiast konsekwencje dla przewoźników, lotnisk i służb mogą być bardzo duże.
Chan zaznaczył również, że seria incydentów może wynikać zarówno ze skoordynowanych działań, jak i z naśladownictwa lub aktywności kilku niezależnych osób. Trzy dni podobnych zdarzeń to jego zdaniem zbyt mało, by jednoznacznie rozstrzygnąć, który scenariusz jest prawdopodobny.
Szef UE: Za wcześnie, by mówić o powiązaniach
Do sprawy odniósł się unijny komisarz ds. zrównoważonego transportu i turystyki Apostolos Tzitzikostas. Wypowiadając się na temat kolejnych alarmów, podkreślił, że na razie nie ma podstaw do stwierdzenia, iż wszystkie incydenty są ze sobą powiązane.
„Jest zbyt wcześnie, aby wyciągać wnioski dotyczące związku między zgłoszonymi incydentami. Trwają krajowe dochodzenia” – napisał w serwisie X.
Dodał, że Unia Europejska uważnie monitoruje sytuację i pozostaje w kontakcie z państwami, których dotyczą alarmy.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X