Kto się boi Prezydenta?
Pewien dyplomata mawiał, że o sile polityka więcej niż treść przemówienia mówi data w kalendarzu. Premier Donald Tusk wygłosił orędzie do narodu w sobotę 31 października o godz. 20, czyli wtedy, gdy pod drzwiami mieszkań stoją przebierańcy z dynią i pytają: cukierek czy psikus? Naród dostał jedno i drugie. Cukierkiem było zapewnienie, że „wrzask, kłamstwo i bijatyka nie mogą być źródłem prawa". Psikusem – zdanie, że sędzia, „choćby była to filigranowa kobieta, nie ustępuje przed agresywnym osiłkiem". Agresywny osiłek to, według premiera, prezydent Rzeczypospolitej (czyli człowiek, którego wybrali wyborcy, co w niektórych gabinetach wciąż uchodzi za przykry wypadek przy pracy).
Halloween ma swoje prawa, więc straszono sumiennie: Rosją, armią rosyjskich botów, Braunem i Bąkiewiczem, wreszcie złodziejem wyrywającym starszej pani torebkę. Ciemno wszędzie, głośno wszędzie. Kłopot w tym, że straszący wyglądał sam na przestraszonego. Owszem, specjaliści od wizerunku chwalili spokojny ton i marynarkę zapiętą na jeden guzik – nie przeczę, guzik był bez zarzutu. Montaż filmu też nie był hollywoodzki, liczba cięć była bliższa teledyskowi, co można uznać za nowoczesność. Ale kto przez pięć minut z okładem zapewnia, że państwo jest silne, ten mówi raczej o własnych nerwach niż o państwie. Orędzie wygłasza się, gdy ma się narodowi coś do oznajmienia, a nie wtedy, gdy trzeba zagłuszyć to, co poprzedniej nocy działo się w Alei Szucha.
A działo się sporo. Kto pamięta dawne czasy (piszący te słowa coś jeszcze pamięta), ten wie, że władza ludowa najchętniej porządkowała państwo nocą, najlepiej przed wolnym dniem, kiedy obywatel myśli o czymś innym niż konstytucja. Prezydent przypomniał to na RBN bez ogródek: rząd, jak powiedział, wybrał noc przed Wszystkimi Świętymi i jego nieobecność w kraju. Nieobecność trwała krótko. Przerwany lot do Senegalu, powrót do Warszawy, noc pod Trybunałem, drzwi, w których zastąpiono głowie państwa drogę – i wejście. Bez orędzia, bez telepromptera.
We wtorek, na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, role były już rozpisane. Premier ze swoją grupką unikał kontaktu fizycznego z ludźmi prezydenta. Prezydent zaczął od uśmiechu, skierowanego – jak sam zaznaczył – do premiera, którego działań nie rozumie i nie akceptuje. Potem dodał, że premierowi „została już wyłącznie przemoc". W jawnej części mówił tylko gospodarz, premier zaś słuchał jak rodzic wezwany na wywiadówkę. Publicznie odezwał się dopiero na własnej konferencji: wystąpienie prezydenta było, owszem, ciekawe, ale z rzeczywistością nie miało nic wspólnego. Na tej samej konferencji zaproponował prezydentowi spotkanie w cztery oczy, żeby obniżyć napięcie. W sobotę osiłek, we wtorek zaproszenie na rozmowę. Strach ma wielkie oczy.
Obóz rządowy wystawił tymczasem własną reprezentację. Tutaj chętnie do walki wystawia kobiety, taka odmiana pro feminizmu. P. Anna Korwin-Piotrowska (nie mylić z Karoliną, dziennikarką, której gorliwcy przez pomyłkę grożą dziś śmiercią – co jest hańbą, nie polemiką) zapytana przez „Rzeczpospolitą", czy zapisała się już na boks, odparła, że chodzi na pilates, a na widok prezydenta napięła wszystkie mięśnie i bardzo mocno stanęła na ziemi. Napięła, czyli – mówiąc po ludzku – zesztywniała. W Zaduszki zaś ogłosiła w wystąpieniu – sądząc po kadrze sugerującym nagranie telefonem i to postawionym na czym popadło – że Trybunał Konstytucyjny działa. Tak ogłasza się przejęcie konstytucyjnego organu państwa? Tak wygląda raczej obrzęd dziadów: ktoś się ukazuje, coś oznajmia, a nikt nie wie, w czyim imieniu.
Można, rzecz jasna, nie przepadać za prezydentem, który do budynku wchodzi jak na ring, i można mieć wątpliwości czy głowie państwa przepychanka w drzwiach przystoi. Ale kto sprowadza tę historię do bicepsa, ten myli boks z charakterem.
Prezes Bogdan Święczkowski, pytany w Republice, czy nie boi się Tuska i represji, odpowiedział, że boi się tylko Boga. W salonie można się z tego podśmiewać; w salonie zawsze się podśmiewano z wierzących. Tyle że człowiek, który boi się tylko Boga, ma nad politykiem bojącym się sondaży jedną przewagę: niczego nie musi napinać. Czy to nie wiara jest tą siłą, której po drugiej stronie stołu tak wyraźnie zabrakło?
Źródło: Miłosz Manasterski, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X