„Nie widzę zamachu stanu" – mówi wiceminister. Straszni mieszczanie też nie widzą i to jest problem
Pewien stary adwokat, jeszcze przedwojennej daty, powtarzał mi, że prawo umiera nie wtedy, gdy władza je łamie, lecz wtedy, gdy ludzie przestają to zauważać. Nie przewidział postępu techniki: dziś łamanie prawa idzie na żywo, z paskiem u dołu ekranu, a zauważa je mniej więcej tylu, ilu kiedyś czytało drugi obieg. Tuwim nazwał strasznymi tych mieszczan, którzy każdą rzecz oglądają z osobna i nic im się z niczym nie łączy. Myślałem, że to wiersz o przedwojennej Polsce. Okazuje się, że o każdej.
Przypomnę fakty, bo mieszczanie mogli przeoczyć. Nocą 30 października, gdy prezydent przebywał w Senegalu (podróż przerwał), policja objęła pieczę nad gmachem Trybunału Konstytucyjnego, a sędzia wybrana przez Sejm, która ślubowała w Sejmie, a nie w Pałacu, zarządziła przerwę w czynnościach prezesa i wiceprezesa. Podstawę prawną znaleziono w art. 130 Prawa o ustroju sądów powszechnych, czyli w przepisie o sędzim zatrzymanym z powodu „schwytania na gorącym uczynku" (prezesa schwytano, jak rozumiem, na gorącym uczynku bycia prezesem). Nawet prof. Marcin Matczak, któremu trudno zarzucić sympatię do poprzedniej władzy, przyznał w serwisie X, że nie sądził, iż przyjdzie mu kiedyś bronić prezesa Święczkowskiego, po czym orzekł, że „ta podstawa prawna jest nieistniejąca z miliona powodów". P. premier w orędziu porównał całą rzecz do złodzieja, który wyrwał staruszce torebkę, a złapany krzyczy, że go biją; tych zaś, którzy w tej sytuacji szukają kompromisu, nazwał krótko: „gapie, symetryści".
Pozwolę sobie nie zgodzić się z p. premierem co do definicji. Gapiem nie jest ten, kto szuka kompromisu, tylko ten, kto patrzy i nie widzi. Tych zaś mamy pod dostatkiem: według sondażu SW Research dla Onetu niemal co czwarty badany w ogóle nie słyszał o przepychankach pod Trybunałem z 14 października, a według IBRiS dla „Rzeczpospolitej" co trzeci uważa, że racji nie ma ani prezydent, ani premier – czyli że to kłótnia na górze, a na dole można spokojnie zjeść obiad. Nie, to nie jest 13 grudnia 1981 r.; czołgów nie było, był kordon policji i prezes Trybunału, którego do Trybunału nie wpuszczono. Ale patrioci, którzy od tygodni czuwają w miasteczku namiotowym pod Trybunałem – a niejeden z nich pamięta tamten grudzień – wiedzą, że i wtedy zajmowano instytucje nocą, rano tłumaczono, że chodzi o porządek, a wielu uznało, że to sprawa tych na górze.
Mieszczanina wzorcowego pokazała zresztą w poniedziałek rano telewizja Polsat. Wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha opowiedział w „Graffiti", że jadąc do studia, widział tysiące obywateli w drodze do pracy i do przedszkola, po czym podsumował: „Nie widzę zamachu stanu na ulicach polskich miast". Zgoda, czołgów ciągle nie było; ale argument, że skoro przedszkola działają, to i państwo prawa działa, ma tę wadę, że przedszkola działały w każdym ustroju. P. wiceminister zapowiedział też, że założy sobie zeszyt i będzie w nim notował, ile razy PiS ogłosił zamach stanu. Pomysł pochwalam i proponuję drugą rubrykę: ile razy władza sięgnęła po przepis, którego nie ma. Pierwszy wpis gotowy – „stan wyższej konieczności konstytucyjnej", na który powołała się p. sędzia, a który sam wiceminister uczciwie nazwał określeniem nieustawowym, ratując się zaraz art. 130, tym od gorącego uczynku.
Mieszczanin straszny ma na każdą rzecz osobną szufladę. Trybunał – to sprawa prawników; rating – sprawa bankierów, choć Moody's we wrześniu obniżył ocenę Polski z A2 do A3, do poziomu najniższego od 2002 r.; religia – sprawa księży, choć z dwóch godzin w tygodniu została jedna, zepchnięta na skraj planu lekcji, gdzie zmęczony uczeń wybiera między katechezą a wcześniejszym autobusem; lotnisko w Baranowie – sprawa inżynierów, choć budowa miała ruszyć we wrześniu, potem jesienią, a teraz, jak słyszymy, pod koniec roku, bo pozwolenia na budowę wciąż nie ma; dług – sprawa ministra finansów, choć deficyt sektora trzyma się okolic 7 proc. PKB, a projekt budżetu na 2027 r. przewiduje 281 mld zł dziury. Każda szuflada osobno. Komoda ta sama.
Tymczasem szuflady mają wspólne dno. Państwo, które nie szanuje własnego sądu, trudno przekona wierzyciela, że uszanuje własny podpis; S&P – agencja bez serca, ale z kalkulatorem – pisze zresztą wprost, że trwała poprawa instytucji i zarządzania mogłaby ocenę Polski podnieść, skąd łatwo się domyślić, co by ją obniżyło. Pożyczamy jak kraj na wielkiej budowie, tylko na wielkiej budowie wciąż trwają prace przygotowawcze, a nie trzeba być generałem, by wiedzieć, że sojusznik, który w razie potrzeby miałby przysłać nam ludzi i sprzęt, musi gdzieś wylądować. Gen. Ben Hodges, były dowódca wojsk lądowych USA w Europie, przekonywał, że do szybkiego reagowania na wschodniej flance potrzebne są właśnie takie inwestycje jak CPK. Na razie mamy Okęcie, które odrzuca co piąty wniosek o slot, i Jasionkę, której nikt do roli bramy dla sojuszników nie projektował. Kręgosłup zaś, także moralny, ma tę właściwość, że składa się z kręgów, które coś ze sobą łączy; rozłożony na części jest już tylko zbiorem kostek.
Owszem, od rana do wieczora słyszymy, że Trybunał ostatnich lat świątynią prawa nie był. Tyle że kryzys zaczął się w 2015 r., gdy ustępująca koalicja PO-PSL wybrała sędziów na zapas, a przepis, na podstawie którego wybrano dwóch z nich, sam Trybunał uznał za niezgodny z konstytucją. A między wybraniem sędziego a wprowadzeniem go do gmachu przy policyjnym kordonie jest różnica, którą zna każdy student pierwszego roku. Gdy niedawno Niemcy pokłócili się o kandydatkę do trybunału w Karlsruhe, spór rozstrzygnięto w Bundestagu, a kandydatka się wycofała; nikt nie musiał nikogo nocą wpuszczać ani wypraszać. Prawo naprawia się ustawą, nie kordonem.
Wszystko połączy się w jedną całość dopiero na wyciągu z karty kredytowej. Ale to już, proszę Państwa, osobna sprawa.
Źródło: Miłosz Manasterski, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
„Nie widzę zamachu stanu" – mówi wiceminister. Straszni mieszczanie też nie widzą i to jest problem
„Stary piernik to też ciacho”. Wiśniewski wypalił o Mandarynie. Poszło o młodszego mężczyznę
Zamach Tuska. Uzurpatorka i zgromadzenie przestępców