Tak mi dopomóż Marszałek
„Ja, Maciej Berek, składam wobec prezydenta ślubowanie” – oznajmił 14 października były minister w rządzie Donalda Tuska, którego Sejm wybrał do Trybunału Konstytucyjnego. W o b e c prezydenta, czyli w gabinecie marszałka Sejmu, z uchwałą wręczoną przez Włodzimierza Czarzastego i bez prezydenta. Głowy państwa nie było: Pałac utrzymuje, że to prezydent wyznacza termin ślubowania, a p. Berkowi – mając wątpliwości, czy spełnia on wymogi ustawowe – terminu nie wyznaczył. Obyło się więc bez terminu i bez głowy. Rotę zamknęło zdanie, które w tych okolicznościach zabrzmiało szczególnie: „Tak mi dopomóż Bóg”.
Oddajmy p. Berkowi sprawiedliwość: w sprawach Bożych jest konsekwentny. Z tą samą formułą ślubował w grudniu 2023 r. jako minister – wtedy jeszcze przed prezydentem Andrzejem Dudą obecnym na sali. Tym razem gospodarzem był polityk, który przed laty sam nazwał się człowiekiem niewierzącym, a w 2023 r., ślubując jako poseł, poprzestał na suchym „ślubuję”. Pana Boga wezwano więc na świadka do gabinetu, którego gospodarz na co dzień radzi sobie bez Niego. Świadek najwyższy, adresat nieobecny.
Były szef p. Berka ma z tą formułą stosunki bardziej sezonowe. Ślub kościelny Donald Tusk wziął w 2005 r., w kampanii prezydenckiej, 27 lat po cywilnym. Jako poseł dodawał „Tak mi dopomóż Bóg” w 2005, 2007 i 2011 r., jako premier – w 2011 r. W 2023 r., i w Sejmie, i w Pałacu Prezydenckim, poprzestał na samej rocie. Owszem, formuła jest dobrowolna i nikt nikomu pacierzy liczyć nie powinien. Nie wyciągam więc wniosków. Kalendarz wyciąga je sam.
Znała Rzeczpospolita śluby per procura. Ludwika Maria Gonzaga poślubiła Władysława IV w Paryżu, pod nieobecność pana młodego – ale pan młody sam o małżeństwie zdecydował i wysłał poselstwo, które reprezentowało go przy ołtarzu. Tu nieobecny ani nie chciał, ani nikogo nie upoważnił, a ceremonia i tak się odbyła. Literatura zna też bohatera, który postanowił udzielić sobie ślubu własną mocą; Henryk ze „Ślubu” Gombrowicza ślubu się jednak nie doczekał. Na wszelki wypadek p. Berek zaniósł jeszcze do Kancelarii Prezydenta ślubowanie na piśmie, z podpisem poświadczonym notarialnie. Przysięga za potwierdzeniem odbioru – i to już piąta w tym roku, bo p. Berek jest piątym wybranym sędzią, który pod nieobecność prezydenta złożył w Sejmie ślubowanie w formule „wobec prezydenta”. Z wyjątku zrobił się obyczaj.
Obyczaj ma zresztą patrona. Dzień przed ślubowaniem Komisja Wenecka opublikowała opinię, według której przy nieuzasadnionej odmowie lub zwłoce prezydenta ślubowanie można dopełnić bez jego udziału, byle złożone według roty, urzędowo poświadczone na piśmie i przekazane głowie państwa. Opis niemal fotograficzny; p. Berek wykonał go nazajutrz co do joty. Tyle że Komisja Wenecka nie jest polskim ustawodawcą, ustawa nadal mówi o ślubowaniu „wobec Prezydenta”, a spór kompetencyjny, który prezydent wszczął w tej sprawie w kwietniu, wciąż czeka w Trybunale na rozstrzygnięcie.
Formuła „Tak mi dopomóż Bóg” ma w Polsce historię nie zawsze pobożną. 5 lutego 1947 r. „bezpartyjny” Bolesław Bierut, wybrany na prezydenta przez Sejm wyłoniony w sfałszowanych wyborach, złożył przysięgę na ręce marszałka Sejmu Władysława Kowalskiego (marszałkowie mają w tej materii tradycje) i zakończył ją dokładnie tymi słowami. Człowiek, w którego wojennym życiorysie są związki z sowieckimi służbami i posada w aprowizacji niemieckiego zarządu okupowanego Mińska (epizod, który historycy rekonstruują do dziś), bywał wtedy na mszach, stał przy poświęceniu odnowionej figury Chrystusa przed kościołem Świętego Krzyża i przysięgał na Boga. Sześć lat później, za jego rządów, aresztowano prymasa Wyszyńskiego.
Nie on jeden. W czerwcu 1946 r., na dziesięć dni przed referendum, prymasowi Hlondowi, kroczącemu pod baldachimem w procesji Bożego Ciała, asystował wiceminister obrony narodowej gen. Piotr Jaroszewicz – przedwojenny nauczyciel i kierownik szkoły w powiecie garwolińskim, potem przez niemal dekadę premier PRL. Pedagog z zawodu, wiedział, że lekcja poglądowa działa lepiej niż wykład. Pobożność zadekretowano zresztą odgórnie: o udziale ministrów w procesji zdecydowało Biuro Polityczne KC PPR, a rząd z premierem dowiedział się o tym z prasy.
Pochody pierwszomajowe maszerujące spod komitetów PPR prosto do kościołów, msza na rocznicę Manifestu Lipcowego, partyjni dygnitarze klękający przed ołtarzem na Górze św. Anny, prezydent przysięgający na Boga – wszystko w ciągu trzech lat i wszystko na pokaz. Potem pokaz się skończył.
Żeby było sprawiedliwie: tamto pokolenie wiedziało przynajmniej, ile waży przysięga – przyszły komendant główny MO Franciszek Jóźwiak jako legionista wolał w 1917 r. Szczypiorno niż przysięgę na braterstwo broni z państwami centralnymi. Nie, rok 2026 to nie 1947, a p. Berek to nie Bierut; przesada nikomu nie służy. Mechanizm jest jednak podobny: słowa najwyższej wagi jako ozdobnik aktu, którego ważności nie uznaje sam adresat.
Nowy sędzia ślubował wypełniać swoje obowiązki bezstronnie, a zaczął w gabinecie lidera jednej ze stron. Tak mu dopomóż Bóg, bo marszałek już pomógł.
Źródło: Miłosz Manasterski, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X